Zanim założysz agencję – odcinek 10: – 5 powodów, dla których twój projekt nie posuwa się do przodu

W dzisiejszym odcinku to, co lubicie najbardziej, czyli zwroty akcji niczym z brazylijskiej telenoweli, mailowe eskalacje do regionu, degrengolada i ogólna agencyjna rozpierducha. Zanim jednak przejdziemy do fascynujących szczegółów, musimy zatrzymać się na chwilę przy „projekcie”. Otóż każdy projekt ma swój początek i swój koniec. W agencyjnej (zresztą nie tylko, bo generalnie usługowej) rzeczywistości warto, żeby projekt trwał określoną ilość czasu. Jeśli się przedłuża, to robi się bałagan, spada rentowność, sypie się planowanie i generalnie robi się zło.
Wyjątek? – a skąd – to raczej standard… i właśnie o tym będzie dzisiaj. No to zaczynajmy…

 

Oto 5 powodów, dla których twój projekt nie posuwa się do przodu:

 

  1. Bo urlop

Urlop, wiadomo, rzecz święta. I żeby było jasne, ja nie mam absolutnie nic przeciwko urlopom, bo nawet sam na nie czasem jeżdżę. Mam tylko problem z tym, że ktoś akceptuje harmo, rusza z projektem, po czym w kluczowym momencie bierze dupę w troki i zawija się na Dominikanę czy do innej Chorwacji, zostawiając nas z rozgrzebanymi rzeczami bez akceptów. No i oczywiście wyjścia są dwa – albo robisz na swoje ryzyko dalej i modlisz się, żeby było po myśli klienta, albo stoisz i czekasz, narażając się na pytanie: „Czemu nie działaliście?”.

 

  1. Bo korpo przycięło budżet

Matka korporacja rządzi się swoimi prawami. Czasem zdarza się tak, że „niewiadomoskąd” pojawia się dodatkowy hajs i można zrobić coś extra. Jednak z racji tego, że w przyrodzie nic nie ginie, skoro gdzieś się dosypuje, to w innym miejscu trzeba zabrać. Jak masz więcej, to się cieszysz, jeśli zaś słyszysz, że korpo obcięło budżet, to masz problem… bo zazwyczaj KPI i timing wcale się nie zmieniają.

 

  1. Bo zmienił się człowiek

Wyobraź sobie sytuację, w której od kilku miesięcy prowadzisz projekt. Jest za przysłowiowe pięć dwunasta i oczami wyobraźni już widzisz jego premierę. Światła, lasery, szyk, splendor, chwała, owacje i wizyty w zakładach pracy…Ale nagle pojawia się pivot. Nasz zaufany kolega, z którym robimy projekt, zmienia pracę/awansuje/rzuca wszystko i zamiast niego pojawia się ON – z nową wizją, pomysłami i wnioskami racjonalizacyjnymi. Chyba wiecie, co się dalej dzieje…

 

  1. Bo zwolnił się twój człowiek, a teraz trzeba wdrożyć następnego

 

Teraz coś z naszego własnego podwórka. Wiadomo, fajnie jest tak psioczyć i narzekać na kogoś, ale umówmy się, agencje też miewają za uszami. Pamiętacie poprzedni punkt? No to w agencji działa to identycznie. Ludzie po prostu czasem potrzebują zmiany i zmieniają pracę. Oczywiście są okresy wypowiedzenia, czasem możesz próbować dogadać się na dokończenie projektu etc., ale umówmy się, każda zmiana personalna to potencjalne ryzyko, że coś po drodze się na projekcie wywali.

 

  1. Bo mamy za dużo roboty i nie mamy kim robić

W agencyjnej rzeczywistości trzeba chodzić za wieloma rzeczami jednocześnie. Część wpada, część nie – takie są odwieczne prawa rynku. To trochę jak w liniach lotniczych z overbookingiem, czyli tym, że sprzedaje się więcej biletów, niż jest miejsc w samolocie, bo statystyka pokazuje, że zawsze coś komuś wypadnie i nie dotrze na swój log. W agencji niby też tak jest, ale czasem jednak okazuje się, że wpada wszystko… no i mamy problem. Weź bądź teraz mądry, upchnij to i ustal priorytety.

 

A jak tam u was? Projekty zawsze na czas?

 

 

Jak Ci się podobał nasz artykuł?

Przepraszamy,
ta funkcja jest obecnie niedostępna.