Zanim założysz agencję – odcinek 3: „7 aspektów prowadzenia agencji, które są naprawdę extra!”

Tego wpisu nie było w moim content planie. Do jego stworzenia zainspirował mnie mój serdeczny druh ze Szczecina, który pod jedną z poprzednich notek na LinkedIn napisał, że czeka teraz na „jasną stronę”. 

W pierwszym momencie pomyślałem: zaraz, chwilunia, jaką jasną stronę? Ale po chwili refleksji doszedłem do wniosku, że to nie będzie wcale takie trudne.

Zatem, dla przeciwwagi do frustracji, przed wami: 

 

„7 aspektów prowadzenia agencji, które są naprawdę extra!”

 

1. Poznajesz fajnych ludzi 

Klientów, nowych członków teamu, ekipy z domów mediowych, produkcji, agencji PR etc.

Z reguły ktoś, kto świadomie trafia do tego środowiska i wytrzymuje w nim, ma otwarty umysł, jest oczytany, często ma jakąś odjechaną pasję i jest w czymś ekspertem. Worek mediowo-dziennikarsko-komunikacyjny to przepotężny tygiel osobowości z ciekawymi doświadczeniami i historiami, które stoją za nimi. 

Oczywiście raz na jakiś czas trafiasz na absolutnego freaka z gatunku WTF, który okazuje się po prostu totalnym oszołomem z innej konstelacji, ale to tylko wyjątek potwierdzający regułę, że jednak reszta jest całkiem OK.

2. Dużo się uczysz

Ta branża się nie zatrzymuje, praktycznie każdy dzień przynosi coś nowego. 

Nowe formaty, nowe media, nowe technologie, nowe zwyczaje, nowe zachowania, nowe pokolenia. Musisz to chwytać, mniej lub bardziej, ale chwytać. Oczywiście doba ma tylko 24 h, a twój umysł w pewnym wieku nie przyswaja już tak łatwo jak kiedyś, ale mimo wszystko chłoniesz i cię to przenika. Im więcej ciekawych projektów realizujesz, tym więcej się uczysz. 

Pamiętam, jak pracując w banku, w pewnym momencie poczułem, że coś zaczyna mi odjeżdżać – że świat przyspieszył, a ja byłem trochę za tym, bo zbyt głęboko wszedłem w segment i kategorię. W agencji znowu poczułem, że wiem wiele rzeczy trochę wcześniej niż inni. 

3. Zatrudniasz mądrzejszych od siebie

Specyfika stricte mojego stanowiska sprawia, że najwięcej kontaktu mam z ludźmi, którzy kierują poszczególnymi komórkami – strategami, kreatywnymi, socialem czy contentem. 

Ci ludzie to kopalnie wiedzy i doświadczeń. Każdy z nich ma specyficzne spojrzenie, które jest inne niż twoje. Oczywiście najpierw trzeba ich znaleźć, potem utrzymać, a na koniec pożenić, żeby razem dobrze działali. Nie jest łatwo, ale warto próbować.

4. Sam zarządzasz swoim czasem i urlopem

Od razu wspomnę, że to ma swoje plusy i minusy.

W teorii nic cię nie limituje – chcesz, to robisz sobie wolne, wstajesz i pracujesz w godzinach, jakich chcesz. W praktyce wygląda to jednak trochę inaczej. Jak chcesz mieć fajne efekty, to pracujesz dużo i często się nie wyrabiasz. Zawalasz przez to weekendy, wieczory i poranki. Więcej o tym tutaj: (dzień z życia szefa agencji  –   oczekiwania vs rzeczywistość)

Ale żeby nie było za dużo mendzenia, to na koniec dnia to jest jednak fajne. Jak dobrze to poukładasz, to będziesz miał czas na sporo urlopu, sport i inne rozrywki. Oczywiście wszędzie będziesz brał laptopa i telefon, ale mimo wszystko będziesz mógł do czasu wolnego podejść dosyć elastycznie.

5. Na ogół jest z tego jakiś pieniądz 

Drażliwy i niepopularny temat.

Bo przecież nie należy się chwalić i warto zachować skromność, w szczególności w kontaktach z klientami. 

Ale tak – dobrze ułożony biznes agencyjny może przynosić fajne profity. Fajne to znaczy takie, które pozwalają żyć na dobrym poziomie i przynajmniej częściowo spełniać marzenia. 

Mam kilkoro kolegów i koleżanek, którzy prowadzą własne biznesy i przeważająca większość z nich nie narzeka. 

Tylko z drugiej strony ten „cash” to nie jest zjawisko charakterystyczne dla biznesu reklamowego, ale dla biznesu właścicielskiego jako takiego. Biznes stricte agencyjny ciężko się skaluje, ma duży nawis kosztów stałych i generalnie często ma problem cashflow.

Więc idealnie nie jest, a trawa u sąsiada zawsze jest bardziej zielona. 

6. Sam podejmujesz decyzje – czasem dobre, czasem złe

Nie masz szefa. Nikt nie ubije twojego projektu, nie podejmie decyzji za ciebie i nie będziesz miał na kogo zwalić. Ta niezależność jest bezcenna, ale z drugiej strony bezlitosna.

Nic tak nie boli jak konsekwencje własnych złych decyzji. 

 

7. Wiele branż & wiele potrzeb

Na koniec to, co chyba jest najfajniejsze. 

Praca z całym rynkiem. Jednego dnia zgłębiasz tajniki panierki do kurczaków, kolejnego serwery i macierze dyskowe, a pod koniec tygodnia produkty ubezpieczeniowe. Codziennie jesteś w innej rzeczywistości, adresujesz inne grupy docelowe i tematy. Znowu, specyfika moich aktywności, czyli new biz, sprawia, że ja po tych tematach się ślizgam. Zespoły, które prowadzą poszczególne projekty, nabywają albo już posiadają głęboką wiedzę w poszczególnych dziedzinach. 

Dla mnie jednak naprawdę fajna jest ta dywersyfikacja i możliwość poznawania bardzo wielu biznesów.

 

 

 

Podsumowując – jak mawiał klasyk: „Always look on the bright side of life”.

Jak Ci się podobał nasz artykuł?

Przepraszamy,
ta funkcja jest obecnie niedostępna.